Zacznę od mojego debiutu na Biegu Europejskim. Na ten bieg szykowałam się porządnie były treningi była odpowiednia dieta. Była pierwsza w życiu treningowa dycha w upale. Bieg zaczynał się o 15. O 14 zaczynałam się już przygotowywać ostatnie uzupełnienie płynów i czekanie na start
To uczucia na starcie gdzie chce się podać mi jest słabo i mega się denerwowałam. W końcu debiut nie znałam trasy ( nigdy jej szybciej nie przebiegłam ). No i wystartowałam pierwsze 3 km bez problemu, co prawda pogoda nas nie rozpieszczała 30 stopni brak wiatru. ja niestety pod względem ubrania nie byłam gotowa., Biegłam w czarnych długich spodniach i bluzie... W bluzie ponieważ nie miałam opaski na telefon i albo biec bez muzyki a bieg bez muzyki byłby straszny albo bieg w bluzie i zgrzanie się. No i stanęło na opcji drugiej. Na 4 km zaczynał mnie łapać kryzys było mi ciepło chciało mi się pić ale z treningów wiedziałam ze muszę to przeżyć i biec dalej.Tym bardziej że nie 5 km czekała woda. Co prawda był trochę nie wypał bo 1,5l dostać w rękę niezbyt wygodnie było.
Ostatnie 5 km biegło się świętojańska i bulwarem był to dla mnie fajny kawałek był doping na 8 km czekała rodzinna która przybiła piątkę co dało mi niezłego kopa do dalszego biegu. Do końca cisnęłam na super tempie i z ostatnich 5 km byłam mega dumna i biegnąc wiedziałam że na kolejny bieg pierwsze 5 km mają być takie same jak ostanie. No i to uczucie gdy wbiegasz na metę mokra jak szczur przy tym ubraniu i pogodzie. Tam czeka na ciebie na samej mecie twoja Fit połówka Madziasta z którą razem ostro ciśniemy i jest z ciebie dumna !! Dziękuje Madziasta że byłaś! Kolejny bieg w listopadzie biegniesz ze mną !!! Kawałek dalej czeka na ciebie medal zasłużony i dostajesz sms z czasem 1 h 5 min aż łezka mi poleciała :) I ten moment gdzie przytula cię chłopak i mówi że jest dumny czego chcieć więcej !!! A na koniec jak najszybciej chcesz iść zjeść mase niezdrowych rzeczy hahahha u mnie to był zestaw BIgMac upragniony od roku.
I tak wyglądał ten bieg :) PO nim wiedziałam że na pewno biegnę w następnym !
No i pora na bieg świętojański. Niestety ten bieg do ostatniej chwili był pod znakiem zapytania.
Na miesiąc przed doznałam kontuzji naciągnęłam ścięgno i przejście 1 km sprawiało mi problem.
Oszczędzałam nogę jak mogłam. Zdecydowałam się wogle nie biegać. No i na 3 dni przed chodzenie nie sprawiało mi bólu więc zdecydowałam się że pobiegnę. W dniu biegu pogoda była masakrą wiatr,deszcz. Organizatorzy do końca nie wiedzieli czy bieg się odbędzie. O 22 byłam już na Gdyni, patrząc na drogi kałuże moje obawy wzrosły ogromnie. Na 1 h przed postanowiłam się dobrze rozgrzać w związku z tym ze zero treningów było przed. Była to pozna godzina postanowiłam się wspomóc coffeiną w tabletkach. Normalnie o 21 godzinie śpię:) Rozgrzana stanęłam na starcie obawy wzrastały. Pierwsze 2 km były trudne było dość ciasno kałuże sporo wpadaliśmy na siebie by je omijać ale mimo to buty były już mokre. Śliskie zakręty. łatwo nie było.Od 3 km do 6 km biegło mi się bardzo dobrze dobre tempo noga nie dokuczała podbiegi zaliczone z wiatrem wręcz idealnie i pojawiła się myśl o życiówce. Ale niestety po w biegu na świętojańska kontuzja zaczynała się odzywać zaczęłam się podawać walczyłam ze sobą.. Ale zaczęłam analizować ile już za mną po co to robię !! Wiedziałam tez że brak treningów zrobiło swoje! Na bulwarze byłam już na skraju sił. Ale dobiegłam na mecie czekał mój chłopak który pomógł mi dojść po medal. Duma była ogromna że nie podałam się. Dojście na przystanek było trudne łapały mnie skurcze i do tego czekanie na autobus nocny 1 h. Gdynia się nie popisała.Po wejściu do domu ciepła kąpiel i sen. I tak bieg ukończony z czasem 1h 8 min.
Kolejny bieg już we wrześniu w głowie plan przygotowawczy mam zobaczymy co z tego wyjdzie.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz